poniedziałek, 11 marca 2013

Prolog


Theodore zastygł w bezruchu z jedną ręką wyciągniętą przed siebie i wyrazem przerażenia na twarzy. Krzyk mężczyzny jeszcze przez parę sekund wibrował mu w uszach, aż w końcu zmieszał się z głuchym świstem wiatru. Różdżka wyśliznęła się z rozluźnionej dłoni i z cichym stukotem odbiła od kamiennej posadzki, tocząc się w kierunku staroświeckiego teleskopu. Wzrok Notta w dalszym ciągu utkwiony był pomiędzy niskimi blankami, gdzie raz po raz, jak w kalejdoskopie, widział przepełnioną zaskoczeniem i strachem twarz Saberta i jego powoli spadające ciało.
Zepchnął go.
Zepchnął z wieży.
Theodore w jednej chwili doskoczył do krawędzi wieży i wychylił mocno, patrząc w dół. Widok wstrząsnął nim jeszcze bardziej. Kilkadziesiąt metrów poniżej z bezładnie rozrzuconymi kończynami leżał jego wuj. Nawet z tej odległości mógł dostrzec ciemną plamę, wolno tworzącą się wokół głowy. Poczuł jak gardło zaciska mu się z przerażenia, a żołądek gwałtownie podskakuje do góry; jego serce łomotało, jak gdyby zaraz miało wybić dziurę w piersi i wypaść, pozostawiając otępiającą pustkę. Theodore odniósł wrażenie, jakby sam zaczął spadać w głąb wielkiej, czarnej dziury, kompletnie nie widząc jej dna… obracał się bezradnie w powietrzu pod wpływem pędu, jednocześnie próbując złapać względny pion, lecz na próżno. Cały czas nabierał prędkości, a wszechobecna czerń pochłaniała go w siebie jeszcze bardziej. Czuł strach, chciał się zatrzymać, wydostać stąd, zobaczyć światło, ale coś w jego głowie mówiło mu, że na to już jest za późno.
To wszystko nie tak miało wyglądać. Właściwie Nott nie wiedział, jak miało to wyglądać, ale z całą pewnością nie tak. Co prawda tworzył sobie w głowie scenariusze przebiegu całej sceny, ale w żadnym z nich nie pojawiło się to, co jeszcze teraz cały czas widział przed oczami. Chociaż pragnął jego śmierci, wiedział, że ostatecznie pewnie pozostawiłby go przy życiu, nie wybaczyłby mu niczego, ale przynajmniej oszczędził. Wszystko to miało być poprzedzone błaganiami o pozostawienie przy życiu lub długą rozmową z wyznaniem wszystkich win. Ewentualnie obiema rzeczami na raz. Nie spodziewał się, że Sabert go zaatakuje, nie przewidział tego…
Zabił człowieka.
Znowu.