Theodore zastygł w bezruchu z
jedną ręką wyciągniętą przed siebie i wyrazem przerażenia na twarzy. Krzyk
mężczyzny jeszcze przez parę sekund wibrował mu w uszach, aż w końcu zmieszał
się z głuchym świstem wiatru. Różdżka wyśliznęła się z rozluźnionej dłoni i z
cichym stukotem odbiła od kamiennej posadzki, tocząc się w kierunku
staroświeckiego teleskopu. Wzrok Notta w dalszym ciągu utkwiony był pomiędzy
niskimi blankami, gdzie raz po raz, jak w kalejdoskopie, widział przepełnioną
zaskoczeniem i strachem twarz Saberta i jego powoli spadające ciało.
Zepchnął go.
Zepchnął z wieży.
Theodore w jednej chwili
doskoczył do krawędzi wieży i wychylił mocno, patrząc w dół. Widok wstrząsnął
nim jeszcze bardziej. Kilkadziesiąt metrów poniżej z bezładnie rozrzuconymi
kończynami leżał jego wuj. Nawet z tej odległości mógł dostrzec ciemną plamę,
wolno tworzącą się wokół głowy. Poczuł jak gardło zaciska mu się z przerażenia,
a żołądek gwałtownie podskakuje do góry; jego serce łomotało, jak gdyby zaraz
miało wybić dziurę w piersi i wypaść, pozostawiając otępiającą pustkę. Theodore
odniósł wrażenie, jakby sam zaczął spadać w głąb wielkiej, czarnej dziury,
kompletnie nie widząc jej dna… obracał się bezradnie w powietrzu pod wpływem
pędu, jednocześnie próbując złapać względny pion, lecz na próżno. Cały czas
nabierał prędkości, a wszechobecna czerń pochłaniała go w siebie jeszcze
bardziej. Czuł strach, chciał się zatrzymać, wydostać stąd, zobaczyć światło, ale coś w jego głowie mówiło
mu, że na to już jest za późno.
To wszystko nie tak miało
wyglądać. Właściwie Nott nie wiedział, jak miało to wyglądać, ale z całą
pewnością nie tak. Co prawda tworzył sobie w głowie scenariusze przebiegu całej
sceny, ale w żadnym z nich nie pojawiło się to, co jeszcze teraz cały czas
widział przed oczami. Chociaż pragnął jego śmierci, wiedział, że ostatecznie
pewnie pozostawiłby go przy życiu, nie wybaczyłby mu niczego, ale przynajmniej
oszczędził. Wszystko to miało być poprzedzone błaganiami o pozostawienie przy
życiu lub długą rozmową z wyznaniem wszystkich win. Ewentualnie obiema rzeczami
na raz. Nie spodziewał się, że Sabert go zaatakuje, nie przewidział tego…
Zabił człowieka.
Znowu.